tatry

Magiczny Mnich

Wiele osób będących pierwszy raz nad Morskim Okiem po długim marszu asfaltem dostrzega
dwie charakterystyczne turnie skalne. Na wschodnie uwagę skupia wysmukła panienka nazwana
Żabią Lalką. Spoglądając na zachód dostrzegamy wybitną turnię o płytowym monstrualnym
kształcie. W płytowy habit odziany jest Mnich wysoki na 2070 m.n.p.m. Mnich jest symbolem polskiego przewodnictwa tatrzańskiego, jego sylwetka widnieje na odznakach przewodnickich. Turnia jest
symbolem niedostępności dla turystów. Najłatwiejsza droga, nazywana „przez płytę”, wiedzie od zachodu od strony Dolinki za Mnichem. Choć najłatwiejsza wymaga jednak asekuracji technikami
taterniczymi na płycie pod kopułą szczytową.
Na wschodniej i zachodniej ścianie są poprowadzone liczne drogi wspinaczkowe.
O ile zachodnią Mnicha należy traktować jako dobry poligon płytowy, to wschodnia ściana Mnicha jest zarezerwowana dla najlepszych wspinaczy. Jest to polski tatrzański Cerro Torre 🙂
Wracając do Zachodniej Mnicha, kilka dróg zobaczycie na filmie :

Używając dużego zoomu nakręciłem wspinaczy na Zachodniej Mnicha. Ich liczba świadczy o wielkiej
popularności turni Mnicha. Nie ma czemu dziwić się, Mnich i Kazalnica serwują najtrudniejsze drogi
wspinaczkowe w polskich Tatrach.
W płytach Mnicha i wielu możliwościom jak są suche tkwi magia tej turni nad Morskim Okiem.
Ze Szpiglasowego Wierchu patrząc z góry na Mnicha niektórzy widzą ” kupę kamieni ” .
Ale jak dobrze przypatrzeć się to są duże kamienie.
Nota bene Matterhorn jest też nazywany ” Wielką kupą kamieni ” . Reasumując w górach wielkie
” kupy kamieni ” mają coś w sobie ?
Coś przyciągającego 🙂

Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem

Czwartek 15 lipca 2010
Bezchmurny piękny poranek. O 6-ej śniadanko w pokoju w nowym schronisku nad Morskim Okiem.
Przed 7-ą ruszam szlakiem nad Czarny Staw.
Plan dnia : zrobienie filmiku ze szlaku zielonego na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem.
Szlaki na Przełęcz pod Chłopkiem i Orla Perć łączy to, że są to dwa najtrudniejsze szlaki w
Tatrach Polskich. Przejście tych szlaków zimą jest możliwe tylko z użyciem technik taterniczych.
W filmie starałem się jak najwierniej oddać klimat szlaku na Chłopka. Są sceny z mitycznego
przejścia trawersu pod kominkiem i samego kominka pod szczytem Kazalnicy Mięguszowieckiej.
Odcinek ten można obejść kierując się około 20 metrów przed trawersem na prawo pokonując
kilka progów skalnych na trawiastą platformę. Stąd w lewo poprzez cykl progów skalnych
kierując w stronę malutkiego strumyczka i mokrych płyt. Przed mokrymi płytami wchodzimy
na szeroką półkę, nią w lewo łączymy się ze szlakiem nad kominkiem.

Film ze szlaku :

Wchodzimy na szczyt Kazalnicy Mięguszowieckiej, gdzie czekają wspaniałe widoki na cały rejon
Morskiego Oka. Panorama od Wysokiej, Rysy, Kopę Spadową i całą Żabią Grań. Dalej ścieżką
na grani do galeryjki, nią w prawo przez dwa uskoki skalne. Ostatni trawers półką przed samą
przełęczą jest nieco eksponowany, ale nie ma tam żadnych trudności.
I jesteśmy już na szerokiej przełęczy pomiędzy Czarnym a Pośrednim szczytem Mięguszowieckim.
Z przełęczy bardzo dobry widok na Grań Baszt i Koprowy. Można też pójść w lewo ścieżką i
odnajdując kolejne kopczyki dojść w stosunkowo łatwym terenie na Mięguszowiecki Szczyt Czarny.

Autor na przełęczy :

Filmowy weekend nad Morskim Okiem

Płatała figla pogoda, ale dało się trochę pochodzić po Tatrach.
I trochę widoków sfilmować.
Widoki z Kazalnicy Mięguszowieckiej

Filmik o przebiegu szlaku z Morskiego Oka na najwyższy szczyt Tatr Polskich Rysy.
Szlak jak widać jest bardzo popularny. Każdy turysta chociaż raz chciałby stanąć na
najwyższym szczycie w Polsce. Szlak jest długi i w początkowym odcinku nużący.
Od schroniska nad Morskim Okiem idziemy obok stawu. Następnie mocne podejście do
Czarnego Stawu. Obchodzimy staw po jego lewej stronie. Długo i nużąco podchodzimy
do Buli pod Rysami. Wchodzimy na grań mając po prawej stronie rysę od której pochodzi
nazwa szczytu. Granią przy pomocy sztucznych ułatwień w postaci łańcuchów dochodzimy
do kopuły szczytowej. Na wyjściu z grani na szczyt miejsce eksponowane ubezpieczone
łańcuchami. Dalej bez trudności wchodzimy na szczyt.
Warto wejść również na słowacki wierzchołek Rysów wyższy od polskiego o 4 metry.

imieninowy Starorobociański Wierch

Sobota 8 maja 2010. Dzień moich imienin 🙂
Budzik w komórce o 6.00 dzwoni, wstaje z wyra. Według prognoz ma być słonecznie i bez opadów.
Szybkie szturmowe śniadanie, zrobienie herbaty do termosa i przed 7-ą wyruszam ze schroniska w
Chochołowskiej.
Słoneczko świeci, piękny poranek 🙂

Po kilku dniach deszczu, pod wpływem świecącego słoneczka parują namoknięte zabytkowe szałasy
pasterskie na polanie Chochołowskiej. Widok jest przepiękny. W powietrzu czuję wspaniały
aromat żywicy, trawy i krokusów. Aż żyć się chce.

Nacieszywszy oczy wchodzę w las na szlak papieski w kierunku Trzydniowiańskiego Wierchu.
W wilgotnym, chłodnym powietrzu wspaniale mi się idzie. Aromat lasu jest przecudny. Rozkosz 😉
Trochę mi przeszkadzają wilgotne buty z dnia wczorajszego, a co tam, trzeba cieszyć dniem
moich imienin.
W pięknym majowym słońcu wchodzę na Trzydniowiański Wierch.
Mały popas. Suszę buty na słońcu i lekkim wietrze. Łyk gorącej herbaty i mała kanapka.

Ale jakie widoki. Widzę Wołowiec, na którym wczoraj byłem i Rohacza Ostrego.
Tylko, że wczoraj widoczność była na 20 metrów. Dzisiaj jest bajka.

Coś dla ciała i dla duszy. Tak miło się siedziało i oglądało widoczki.
Wkładam buty i plecak, ruszam dalej ku przygodzie w kierunku Kończystego Wierchu.

Idę przez Czubik do Dudowej Przełęczy i podejście na Kończysty … uff trochę się zmęczyłem.
Na szczycie jest zasięg GSM wow. Z radością czytam SMSy i odsłuchuję wiadomości na poczcie 🙂
Serce się raduje w imieniny jest pogoda i wspaniałe surowe widoki gór, to jest prezent … 🙂

Kieruję w stronę Jarząbczego Wierchu. Wchodzę na wąską śnieżną grań. Tak nie miało być 😦
Stoję przed około 20 metrami śnieżnej grani ” żylety ” . Raki są w plecaku, czekan i dziaby pozostały
w domu. O k..wa czyżby plan przejścia z Jarząbczego przez Łopatę do Wołowca legł w gruzach ?
It is risk, it is fun … wczoraj wykorzystałem tygodniowy limit szczęścia w ” mrocznym ” zejściu do
Wyżnej Doliny Chochołowskiej. A dziś, cóż trochę niehonorowo ?
Kilka razy przechodziłem takie granie ” żylety ” ale na dziabach.
Decyzja : dziś są moje imieniny i nie będzie przygód, ani też gry na maksymalnej adrenalinie.

Zawracam i idę w kierunku Starorobociańskiego Wierchu.
Porażka boli, plan legł w gruzach.
Zawsze w takich chwilach wlokę się po górach z ” burzą w mózgu ”
Na Starorobociańskiej Przełęczy zapalam papierosa i dłuższy popas, chociaż z pogodą jest
coś nie tak jak w prognozie.

Pogodziwszy się sam ze sobą w swoje imieniny powoli ruszam na ” Bociana ”
Nigdzie mi się już nie spieszy. Ale jestem w górach i cieszę się każdą chwilą.
Złowrogie ostre podmuchy wiatru ze słowackiej strony, nie wróżą nic dobrego.

Wchodzę na szczyt po drodze przechodząc przez dwa płaty zlodowaciałego śniegu.
Pogoda płata figla, kiedy jestem na szczycie ” Bociana ” chmury schodzą nisko i pada grad.

Schodzę na Siwy Zwrotnik po drodze mijając dwie trzyosobowe zespoły podążające na
Starorobociański Wierch. Pogoda poprawia się. Może na Bystrą ?
Wyżej dalej chmury, to widoczków nie będzie.
Po drodze zabytek epoki przed układem z Schengen :

Przez Siwe Turnie na Siwą Przełęcz.
Czytam kolejne serdeczne życzenia. A na zachodzie niezła burza.
Dłuższy odpoczynek i obserwuję kierunek wiatru. Jest z południa, to burza i ulewa mi dziś nie grozi 🙂

Z Siwej Przełęczy schodzę żmudnym szlakiem czarnym do Doliny Starorobociańskiej.
Po chwilowym załamaniu pogoda jest super i oglądając się za siebie widzę ładne widoki.
Znów jest słonecznie i ciepło.

W dolinie trwa właśnie zrywka drzewa i sielankę majowego słonecznego popołudnia zakłóca jęk
pił ścinających drzewa i warkot ciągników ciągających drzewa na dół szlakiem do Starorobociańskiej
Polany. Na polanie znajduje się skład drewna przeznaczony do wywozu z lasu.
A po drodze mijam taakie fajne miejsca.

Docieram do schroniska w Chochołowskiej, gdzie zamawiam podwójną kiełbasę i piwo.
Poprzedniego dnia jadłem tłustego schabowego z beznadziejną surówką.
Tak tylko kiełbasa z kuchni w Chochołowskiej.
Za rok kolejne imieniny, może też w moich kochanych górach … kto wie ? 😉

mroczny wołowiec

Piątek 7 maja 2010
Dzień wcześniej we czwartek dotarłem w deszczu do schroniska w dolinie Chochołowskiej.
Poranek deszczowy. Nakładam bojowe ciuchy i cichym zamiarem zrobienia wyrypy ruszam skromnie
na Grzesia. Leje i leje. Na szlaku nie ma nikogo. Docieram na Grzesia. Widoki cudne i pogoda też.

Łyk ciepłej herbaty z termosu i podążam dalej. Widoczność 20 metrów. Poprzez płaty śniegu i mokrą
kosodrzewinę. Zewnętrzna warstwa spodni namaka i idzie się koszmarnie.
Wchodzę na Rakoń

Czuję, że mocno tracę ciepło. Pod kurkę wkładam soft i znów gorąca herbata. Wiem już, że z planu
wejścia na Rohacza są nici. Mam już godzinne opóźnienie.

Maszeruję dalej w kierunku Wołowca. Powoli tracę siły. Coś słabo ostatnio z kondycją.
Krok po kroku i wchodzę na szczyt. Wieje, pada i nic nie widać, ale jest satysfakcja 🙂

Schodzę na przełęcz i widzę że czeka mnie mroczne zejście. Czekan został w domu.
Widzę ślady wejścia bez raków, to też ich nie zakładam, schodzę.

Jest spoko, tylko w połowie zejścia noga ślizga się i jest jazda.
W ekspresowym tempie przemieszczam się w dół po śniegu.
Ale fajnie a jak zahamować bez czekana ?
Wpadam w mokre trawy i balansuję ciałem w omijaniu kamieni.
Kurwa, co będzie ?
Lecę na duży kamień, podnoszę wyżej nogi i trafiam nogami w kamień.
Zatrzymuję się …
Ruszam nogami … nic nie boli. Nie połamałem się 🙂
Udało się.
Ruszam zielonym szlakiem na browara do Chochołowskiej.

W cieniu orła

Z Warszawy wyruszyłem 14 stycznia 2010 o 6.15 pociągiem TLK za bajeczną ceną promocyjną 35 pln do Krakowa. W pociągu trochę zimno ale da się żyć 😉
W Krakowie byłem przed 9-ą, autobusem za 10 pln do Zakopanego w formie biletu wirtualnego.
Za 45 złotych już dawno nie dojechałem do Zakopca 🙂

Intro : Żabi Koń

Przed 16-ą zameldowałem się w nowym schronisku przy Morskim Oku.
W schronisku pustki. W pokoju testowany nowy piec. Jest ciepło 🙂

15 stycznia ruszam z zabawkami przez zamarznięte Morskie Oko w stronę Czarnego Stawu pod Rysami.
Nad Czarnym Stawie tylko dwójka turystów idąca na Rysy, znajdująca się pod Bulą pod Rysami.
Ciąg dalszy ich przygód zamieściłem poprzednio w odrębnym temacie.

Żabia Lala :

Podchodzę pod Prawe Lody pod Białczańskim Upłazem.
Nadziewam się na poduchę śnieżną. Przekopuję ją dziabą. Zjedzie jak nic jak na nią wlazę.
Lądowanie z lawiną na Czarnym Stawie, nie jest dziś w planach. Zawracam na staw i idę w kierunku Owczego Źrebu. Totalna masakra w kosówkach. Co krok to zapadam się po pas, górski masochizm normalnie. Znowu jestem na stawie.

Rysy w słońcu :

Cały czas obserwuję poczynania Marcina Księżaka wspinającego się solo na drodze Orzeł z Epiru M7 w Kotle Kazalnicy. Jest to aktualnie najlepszy solowy wspinacz zimowy w Polsce.

Idę w kierunku Buli pod Bańdziochem. Znów przedzieranie się przez kosówki, ale krótkie.
Na Buli gorąca herbata i w Bańdzioch.
Z lewej strony znajduje lodospad, trochę zabawy i dzień się kończy.
Potężnie dotleniony wracam do schroniska na ciepły obiadek.

Kocioł Kazalnicy i Orzeł z Epiru :

16 stycznia w sobotę ruszam Ceprostadą w kierunku Progu Mnichowego.
Zaczyna mocno wiać. Od rozstaju szlaków na Szpiglasowy Wierch i Wrota Chałubińskiego torowanie w nawianym śniegu.
Po Mnichem herbatka i rozkoszowanie się pięknem gór 🙂
Znowu dzień dochodzi kresu i szczęśliwy z przebywania w górach w mroźnym świeżym powietrzu wracam do schroniska.

Rysy i Wysoka :

17 stycznia niedziela. Wieje niemiłosiernie. Zwlekłem się z łóżka w nastroju poniżej zera.
Wiejący mocno wiatr w Tatrach ma bardzo negatywny wpływ na psychikę 😉
Nie mając pomysłu na fajne spędzenie dnia, maszeruję nad Czarny Staw. Łażąc po stawie w szalonym wietrze oglądam sobie drogi na ścianach. Nałożone gogle i kominiarka sprawiają, że nie odczuwam porywistego wiatru.

Nad Czarnym Stawem :

W schronisku pusto, po browarze przeglądam najnowszy i najbardziej obszerny przewodnik Władysława Cywińskiego pt. ” Grań Baszt „
Kolejny tom szczegółowego przewodnika po Tatrach do kolekcji 🙂

W poniedziałek 18 stycznia pakowanie, zejście do Palenicy Białczańskiej.
Nerwy i straszne zimno w oczekiwaniu na busa ( będzie jako oddzielny temat ) 😦
Udaje mi się dotrzeć z Łysej Polany stopem do Zakopanego.
W Gazdowej Kuźni na dole Krupówek serwują wspaniałą golonkę.
Rzecz jasna skusiłem się na nią 🙂
Wracam wyjeżdżającym o 16.09 IC Tatry do Warszawy.

Epilog : Jutro trzeba wracać do rzeczywistości

Striker

Filmik z pobytu w Morskim Oku od 14 do 18 stycznia 2010. Co prawda na żaden szczyt strajkując nie wszedłem 😉 , ale miałem zajefajny odpoczynek od codzienności 🙂
Rozkoszowałem się widokiem gór, przebywając na świeżym i ostrym górskim powietrzu co najmniej 8 godzin. Takie było założenie. Łażąc w rejonie Morskiego Oka próbowałem zostawić tam zbędne kilogramy, które uzbierały się ostatnio. Latka lecą niestety, gdzie te czasy kiedy z lekkim plecakiem w ciepły dzień z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka dochodziłem w 1.15 h ? Dawno minęły, a góry są i będą 🙂

W 2010 roku wyjazd w góry wyższe odwlekam do drugiej połowy sierpnia, tak by jak najdłużej trenować kondycję i katować się na turach rowerowych.
Dawno temu, dwa tygodnie przed wyjazdem codziennie 5 kilometrów biegałem i wystarczyło, by mieć kondychę, a teraz … ?

Śmigło TOPR w akcji

Piątek 15 stycznia 2010
Byłem w Tatrach w okolicach Czarnego Stawu pod Rysami.
Dwójka turystów wycofywała się spod Rysów. Dziewczyna podczas tzw. dupozjazdu z nałożonymi rakami złamała nogę.
Banalny wypadek i akcja śmigła. Byłem w pobliżu i nakręciłem akcję ratunkową śmigłowca Topru :

Bądź rozważny w górach, śmigłowiec nie zawsze może po Ciebie przylecieć.

staszkowy yearmix 2009

Podsumowałem 2009 rok w filmiku i wybrałem to co długo będę pamiętał z minionego 2009 roku :

2009 Rok chronologicznie :

styczeń : kac na Moku
luty : huragan na Granatach
kwiecień : waruny na Moku
maj – lipiec : rower i mtb w Kampinosie
lipiec : stówa w turze rowerowej na Suwalszczyźnie
sierpień : gdzieś w Maroko
wrzesień : TKO na Macie
październik : grypa w Popradzkim
listopad : 5 Stawów czasami w betonie
grudzień : peak district w okolicach Manchester

Najlepszego w Nowym 2010 Roku ! ! ! 🙂

mały kozi wierch

Czwartek 26 listopada.
Kilka minut po ósmej wychodzimy z Kudłatym ze schroniska w 5 Stawach w kierunku Zawratu. Około 10-ej jesteśmy na zboczach Kołowej Czuby. Pogoda i warunki śniegowe są rewelacyjne 🙂 Przed nami droga przez Schodki i przy okazji wchodzimy na Kołową Czubę.


Śnieg jest wspaniały : betonowy. Taki rodzaj śniegu lubię najbardziej 🙂
Idealny do dziabania.
Docieramy do grani Orlej Perci.

Wchodzimy w przepięknej pogodzie na Mały Kozi Wierch 2228 m npm.
Widoki ze szczytu :

i

Dalsza droga na Kozią Przełęcz nie wygląda zachęcająco. Orla Perć w zimowych warunkach jest wraz ze szlakiem zielonym na Przełęcz pod Chłopkiem dwoma najbardziej niedostępnymi szlakami w Polskich Tatrach. Przejście tych dwóch w/w szlaków wymaga znajomości technik asekuracji używanych w taternictwie oraz doświadczenia w poruszaniu się w eksponowanym, ośnieżonym i zalodzonym terenie wysokogórskim.

Schodzimy ze szczytu w mocnym słońcu :

Po drodze do schroniska w Pięciu Stawach zahaczamy o Pustą Dolinkę trawersem pod Kołową Czubą.
Droga na Kozią Przełęcz przy dużym oblodzeniu jest fajna 🙂 Dziabki w dłoń :

W popołudniowym słońcu :

Takich dni w górach ze wspaniałą pogodą i śniegiem jest mało 😦
Ale za to miło je się wspomina 🙂
W piątek było już załamanie pogody 😦