peak district

Peak District

Niedziela 27 grudnia 2009.

Po świętowaniu i zwiedzaniu Manchesteru wsiadamy z Damianem do prawdziwego piętrowego angielskiego autobusu. Kierunek Peak District 🙂
Jest to wyżyna w centralnej i północnej Anglii, położona głównie w północnej części hrabstwa Derbyshire, ale obejmująca swoim zasięgiem także Cheshire, Greater Manchester, Staffordshire oraz South Yorkshire i West Yorkshire.

Pogoda jest typowo angielska, pada deszcz, mocno wieje i mglisto. Idziemy na początku przez farmy i mijamy kolejne zagrody. Później mijamy kolejne płoty dzielące pastwiska.
Szlak jest bardzo słabo oznaczony, we mgle nie problem o zabłądzenie.

Stwierdzamy że musimy zdobyć jakiś szczyt angielskich „bieszczad” 🙂
Jako człowiek z doświadczeniem górskim, idę w zwykłych trzewikach. Po co jakieś buty górskie na wyżynie ?
Szkodniki potrafią wejść na polskie Rysy w sandałach 😉
Idziemy przez mokre ośnieżony trawy. Czuję że buty już powoli przemakają 😦
Podchodzimy stromym zboczem na „grań„. Dobrze że mamy kijki bo jest cholernie ślisko.
Wchodzimy na „grań„. Pogoda daje nam prawdziwy wpierdol : mokro, wietrznie i zimno.

Czy idziemy dalej ?
Nic widać oprócz mgły, jest bardzo wilgotno i zimno brrr.
W trawach są małe urwiska – studnie. Pierwszy raz widzę coś takiego.

Damian mówi że ma kompas i że już nieraz pogubił się tutaj z Marzeną.
Jednogłośnie podejmujemy decyzję o zejściu w kierunku doliny z potokiem.
Zejście po mokrych trawach można przyrównać do łażenia po Mokrej Wancie w deszczu w Tatrach.
Jest przeraźliwie zimno, ale ratuje nas termos z gorącym grzańcem piwnym 🙂
Gorąca herbata rozgrzewa organizm, ale i gorące przyprawione cynamonem piwo ma chyba jeszcze
większe właściwości rozgrzewające. Pierwszy raz testowaliśmy taki napitek w górskich warunkach.
Ale pomysł jest dobry i na pewno go jeszcze wykorzystam 🙂

Docieramy do szlaku w dolinie z potokiem. Przy upiornym drzewie wyciągamy kromy ze świątecznymi kotletami schabowymi i popijamy grzańcem z termosu.

Maszerujemy dalej, mokre buty i mokre nogawki spodni górskich made in jeans dają się mocno w znaki. Ale w każdych górach i tych wysokich i tych niskich trzeba być twardym a nie
miękkim 😉

Przedzieramy się ośnieżoną ścieżką. Po drugiej stronie potoku widzimy ogromne połacie wrzosowisk.

Za godzinę będzie ciemno, a my łazimy po mokrych wrzosowiskach.
Jest przeraźliwie zimno i mokre buty łojmatko …

Na mostku jemy ostatnie kromy ze świątecznymi kotletami, kończymy termosy z grzańcem i robi się szaro.
Zapierdalamy z powrotem ścieżką, którą tu przyleźliśmy.
Po ciemku po zalodzonej drodze docieramy do miasteczka ( nazwy nie pamiętam ) z którego kursują
autobusy do Manchesteru. W miejscowym sklepie nabywamy butelkowe regionalne ale
na drogę i prawdziwym piętrowym angielskim autobusem wracamy do Manchesteru.

Wniosek z tego taki :
że nawet małe wyżynne górki mogą dać wpierdol jeśli są w innej strefie klimatycznej !

Reasumując :
w zimie w każde góry, nawet te najniższe trzeba brać ciuchy i buty górskie 🙂

Reklamy