Dzień: 3 listopada 2010

Etap 6 – Dzikie konie

Castellu di Vergio – Schronisko Manganu

Niedziela 22 sierpnia

Szybko zwijam manatki i mijając zagrodę z chrząkającymi świniami wchodzę na szlak. Początek biegnie przez zacieniony las i idzie się bardzo przyjemnie po prawie równym terenie. Po godzinie las się kończy i rozpoczyna się podejście na przełęcz Bocca San Pedru.
Po drodze mijam malowniczą kapliczkę :

Następnie przechodząc pod szpetną linią energetyczną docieram na przełęcz. Szlak biegnie na otwartej przestrzeni, miejscami można znaleźć miejsce w cieniu drzew przypominającymi drzewa z afrykańskiej sawanny. Na odsłoniętej grani napotykam drzewo, które znajduje się na okładce przewodnika po Korsyce i GR 20 autorstwa Davida Abrama :

Etap jest bardzo łagodny, bez żadnych forsownych podejść. Idę po zboczach U Tritole, następnie łagodnym grzbietem przez otwarty skalny teren szlak prowadzi na przełęcz Bocca a Reta. Na przełęczy spotykam parę z Niemiec, która dzisiaj wystartowała na GR 20. Miło z nimi gawędząc, dowiedziałem się, że planują do przejścia tylko kilka etapów do Vizzavony.
Na przełęczy :

Schodząc z przełęczy rozkoszuję się widokami na jezioro Lac de Nino. Mijam karawanę na osiołkach i już siedzę mocząc nogi w jeziorze. Obok szlaku jest źródełko wody, w którym uzupełniam zapas w butelkach. Idąc dalej przez równinę porośniętą trawami zwaną pozzines mijam pasące się dzikie konie. Myślę sobie : Taki mały Tybet 🙂

Idę szlakiem wijącym się nad wypływającą z jeziora rzeką Tavignano i dalej przez las do osady pasterskiej Bergeries de Vaccaghia. Obok szałasów pasterskich rozstawione są namioty i jest możliwość noclegu tam. Gospodarz oferuje jednak zestaw spanie + jedzenie za 18 euro. Notabene jedzenie tam składa się głownie z dań na bazie serów 😉
Z osady pasterskiej mocno w dół na kolejną korsykańską sawannę . Znowu spotykam karawanę, tym razem na koniach. Nużącym podejściem docieram do schroniska Manganu :

Siedzę na werandzie schroniska sącząc lokalne piwo z kasztanów. W schronisku jest mały wybór artykułów spożywczych, przede wszystkim brak pieczywa 😦 Ale jeszcze coś mam w plecaku.
A tu niespodzianka wchodzi Niemiec z Wiesbaden, który został poprzedniego dnia w schronisku Ciottulu di Mori. Mówi że dubel etapów był ciężki z ojoj 🙂
Po rozłożeniu namiotów, jemy obiad w kuchni dla biwakowiczów i jasna cholera … wpada na biwak Marcin 🙂
Przeszedł 3 etapy dzisiaj, po wczorajszym zdobyciu szczytu Monte Cinto !
Rozbija namiot i siedzimy pijąc piwo z Niemcem, Francuzem w rozerwanych portkach i jego kumplem do zachodu słońca.

Reklamy