Dzień: 27 września 2010

Etap 4 – W skalnym amfiteatrze

Schronisko Ascu Stagnu – schronisko Tighjettu

Piątek 20 sierpnia
Poranek zapowiadał upalny dzień. Przed 6-ą jeszcze większość z grupy z którą przemierzam GR 20 jeszcze spała. Marcin idzie na Monte Cinto. Przy gorącej porannej herbacie życzymy sobie powodzenia. Jak zwykle żartujemy z Pomalowanym Francuzem, co za przesympatyczny gość 🙂 Kanadyjczyk o nienagnanych manierach rusza pierwszy, tego dnia zrobi dubla i już go nie spotkam. Żegnam się z parą Kanadyjczyków, którzy rezygnują z dalszej wędrówki GR 20 i w drogę.
Początek monotonny w lesie. Kiedy kończy się las na otwartej przestrzeni upał doskwiera jak cholera. Maszeruję powoli często popijając wodę w malutkich łyczkach.
Przy spalonym schronisku Rifuge d’ Altore długi odpoczynek. Są tam osłonięte kamieniami miejsca biwakowe i co najważniejsze źródełko wody 🙂 Podchodzę przez skalne progi na przełęcz Bocca di Tumasginesca, gdzie rozpościera się fascynująca panorama gór i morza z jednej strony oraz skalnego cyrku Cirque de la Solitude. Z przełęczy wejście do cyrku biegnie długą serią łańcuchów w tym kilku pionowych, w jednym miejscu bezpośrednio znajdujemy się 5 metrów na głowami idących poniżej.
Ekipa niemiecka z Kolonii ma tutaj ogromne problemy. Poniżej łańcuchów też należy zachować ostrożność na wyślizganych skałach o dużym nastromieniu. Po szczęśliwym zejściu idę w dół kotła w strasznej kruszyźnie i pomalutku do góry. Wchodzę na duże płyty, na początku mała drabina ( mniejsza od drabiny na Orlej Perci ) i długą serią łańcuchów pokonuję największą płytę. Następnie jest kilka odcinków nieubezpieczonych biegnących po eksponowanych płytach i docieram do turni dobrze widocznej z przełęczy Bocca di Tumasginesca, skąd pozostaje tylko podejście na przełęcz Bocca Minuta.
Widoki w Cirque de la Solitude są niesamowite 🙂 Kiedy wchodzę na przełęcz Bocca Minuta schodzą chmury i podziwiam majestat skalnych turni w cyrku w chmurach, robi wrażenie.
Schodzę do wąwozu Ravin de Stranciaccone, gdzie końcówka zejścia do schroniska Tighjettu biegnie po dużych płytach.

W samym schronisku są dostępne artykuły spożywcze, ale ich wybór jest ograniczony i wędliny już nie wyglądają tak zachęcająco. Cześć grupy poszła do następnego schroniska Bergeries de Vallone oddalonego o niecałą godzinę. Ale tutaj jest pomalowany człowiek, Niemiec z Wiesbaden, Francuz śpiący po gołym niebem i jeszcze mniej więcej połowa grupy. Jeden z Francuzów chodzi w podartych na tyłku spodenkach po dzisiejszym etapie. W ramach ograniczenia wagi plecaka, wziął tylko jedną parę spodni na siebie i dalszą drogę będzie pokonywał w podartych 🙂
Trudy dzisiejszego etapu po 20-ej zaprowadziły mnie szybko w objęcia Morfeusza 🙂