Etap 3 – Z kijkami czy bez ?

Schronisko Carozzu – Ascu Stagnu

Czwartek 19 sierpnia
Po 6-ej po wygramoleniu się z namiotu, ze zdziwieniem odkrywam, że cała ekipa z którą wystartowałem z Calenzany jest na biwaku. Jedni pomału zwijają manatki, inni jeszcze jeszcze śpią 🙂 Obok bardzo grzeczny Kanadyjczyk o nienagannych manierach mówi mi, że spróbuje dziś dublować etap i jak wyciągam graty z namiotu, to już go nie ma. Idę do biwaku Marcina, pośpiesznie zbiera graty. Po wczorajszym winie korba w głowie jeszcze jest. Pijemy na maxa wodę i gadamy budząc śpiących obok Niemców.
Powoli wszyscy wstają i rozpoczyna się wielkie pakowanie. Marcin już wyruszył. Niefortunnie rozbiłem namiot w towarzystwie mrówek, więc za karę wytrząsam je z topicu 🙂
Żartuję przed wyjściem na temat pory wstawania z Pomalowanym Człowiekiem – wytatuowanym ciemnoskórym francuzem i jego kolegów, którzy na pierwszym etapie prawie biegli. Bardzo fajni goście 🙂 No i zakładam plecak i w drogę.
Po krótkim zejściu jest pierwsza atrakcja tego etapu, czyli chwiejący się 35 metrowy wiszący mostek. Ekipa niemiecka ma lekkie na nim problemy. Jeden z nich musi niestety przenieść trzy plecaki. Filmuję ich zmagania kamerą i dostaje pseudonim Kieślowski :), którym przez następne etapy będą mnie tytułować.
Ponoć na tym mostku, było już kilka wypadków podczas przechodzenia w padającym deszczu. Czemu wcale się nie dziwię, jak przyjrzałem się mostkowi to jest on lekko pochylony.

Za mostkiem ruszamy w lewo w górę wąwozu Spasimata. Droga idzie po płytach w niektórych miejscach lekko eksponowanymi, które są ubezpieczone łańcuchami i stalowymi linami. Część osób idzie przez ten oporęczowany odcinek z kijkami, które tylko przeszkadzają. Na którymś z korków na trasie tłumaczę, że zdecydowanie łatwiej idzie się przez techniczne odcinki bez kijków. Cześć spakowała kijki a inni dalej walczą z linami i kijkami 😉 Wyprzedziwszy towarzystwo słyszę jak Pomalowany Francuz tłumaczy na kolejnym korku to samo. Szczęśliwie wychodzę z płytowego wąwozu i kieruję się na prawo długim przyjemnym trawersem rozkoszując się widokami skalnego ogrodu a’la dobrze mi znane Dolomity.
Wkraczam w olchowy zagajnik i szlak idzie mocno do góry po sypkim piargu. Z plecakiem makabra. Przez wąski żleb i wychodzę w pięknej dolince w której znajduję małe jeziorko Lavu di Muvrella. Widoki są przepiękne, rozległa panorama sięga Calvi i morza.
Jest pierwsze miejsce na GR 20 od Calenzany, gdzie jest zasięg telefonii komórkowej. Oczywiście długi popas nad jeziorem z użyciem działającego telefonu.
Ostatnie długie podejście na przełęcz Bocca di Muvrella, gdzie rozciąga się fantastyczna panorama na góry Korsyki. Z przełęczy stromo w prawo i sinusoidalnym trawersem przez bloki skalne dochodzę na przełęcz Bocca di Stagnu. Widzę stąd jak na dłoni schronisko Ascu Stagnu, do którego zejście wiedzie przez kruchy teren. Prawdziwy wpierdol dla obciążonych kolan.
Na zejściu napotykam uroczą Włoszkę, która zgubiła znaki i wyszła na duży blok skalny, z którego nie potrafiła zejść. Sprowadzam ją na dół i idziemy ostrożnie pokonując kolejne progi skalne i wąskie żleby. Mówi że już ma dość GR 20, ale jej chłopak chce koniecznie iść dalej i ją tutaj zostawił aby nauczyła się samodzielności w górach 🙂 Jest mina nie wróży nic dobrego dla jej chłopaka.
Schodzimy do schroniska Ascu Stagnu, gdzie nie ma problemu z brakiem miejsc na rozbicie namiotu. Obok jest położony Hotel Le Chalet więc w schronisku jest luksus w postaci ciepłej wody pod prysznicem 🙂
Sympatyczni Kanadyjczycy mówią, że schodzą jutro z GR 20 na łatwiejszy szlak. Kanadyjka ma stłuczony łokieć i wiele siniaków. Etap trzeci, chyba przerósł ich możliwości. Spotykam również sympatycznego ich rodaka o nienagannych manierach, który stwierdził : Dziś nie był dzień na dublowanie etapu, może pojutrze 🙂
W schronisku jest sklep z najlepszym wyborem miejscowych wędlin. Wspaniała jest polędwica, która rozpływa się w ustach za 9 euro, salami kosztuje 7 euro. Piwo Pietra za 4 euro. W porównaniu do innych schronisk na GR 20 tutaj jest tanio i duży wybór różnych artykułów spożywczych.

Wieczorem idziemy z Marcinem i Niemcem z Wiesbaden zaznać trochę luksusu na piwo za 6 euro do baru w hotelu. Gadamy jeszcze z Angielkami z Liverpoolu, które twierdzą, że bez problemu przejdą cały GR i ciężki plecak to nie problem 😉
I po 22 całe wesołe towarzystwo idzie grzecznie spać myśląc o najtrudniejszym etapie GR 20, który nas jutro czeka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s