Etap 2 – Obejściem miało być prosto i przyjemnie

Schronisko Ortu di u Piobbu – schronisko Carozzu

Środa 18 sierpnia.
Po nocnych przygodach z osłem przed 7-ą wylazę z namiotu. Prawie wszyscy już zbierają swoje graty. Wczoraj przeczytałem w przewodniku, że etap drugi jest też pozbawiony ujęć wody i zejście do schroniska Carozzu biegnie na południowym nasłonecznionym stoku. Nie ma bata idę obejściem. Trochę niehonorowo, ale po wczorajszym dniu wizja braku wody nabawia mnie przerażeniem. Trojka Niemców wybiera również ten wariant.
Zwijam manatki i rozpoczynam długi zejście po kamienistej ścieżce przez las. Idzie się bardzo przyjemnie.
Spotykam Francuza, który po pierwszym etapie ma dość GR 20 i wraca do Calvi. Mówi, że przedobrzył z wagą plecaka i za ponad 20 kg to nie da się iść.
Na rozstaju dróg spotykam parę Włochów ( co by nie mówić Włoszka bardzo atrakcyjna 😉 ), którzy też wybrali ten wariant. Za rozstajem szlaków ścieżka jest bardzo kamienista i trzeba nią długo maszerować do przejścia przez potok. Po drodze idę mając nad sobą strzeliste turnie, na których są poprowadzone liczne obite drogi wspinaczkowe.

W potoku długo moczę zmęczone stopy w relaksującej zimnej wodzie 🙂
Skończyło się długie schodzenie, teraz czas na długie podejście. Mam wodę 🙂 i powolutku maszeruję w górę wchodząc w wąwóz Spasimata. Podejście dłuży się niemiłosiernie. Na szlaku jest dużo ludzi, idących ze schroniska Carozzu do Bonifatu, gdzie można dojechać samochodem i obrócić do i z schroniska Carozzu w jeden dzień. Na szczęście idę cały czas przez zalesiony teren i nie odczuwam piekącego słońca, ale nie myślałem, że będzie aż tak długie zejście i podejście. Autor przewodnika podając czasy przejść etapów podaje czasy sportowe z plecakiem max 5 kg, albo po prostu zestarzałem się 😦
W okolicach wiszącego mostku spotykam Polaków, którzy zrobili sobie odskocznię od plażowania w Calvi i wybrali się na eskapadę na szlak do schroniska. Kamienistą ścieżką docieram do schroniska Carozzu.

W schronisku miła niespodzianka, spotykam Polaka mieszkającego we Francji, idącego szlakiem GR 20 z Calenzany. Wpadamy w dyskusję z obsługą schroniska : Czy bywają tu Polacy ? Mówią, że nie było, albo nikt nie przyznał się że jest z Polski. Wiedzą o tym, iż w Polsce został wydany przewodnik po GR 20 i że są na wizyty Polaków przygotowani. Jako dowód pokazują książeczkę pt. ” Rozmówki francusko – polskie „ 🙂
Narzekamy razem z Marcinem na ciężkie plecaki. Jest to kolejne schronisko gdzie nie można kupić jedzenia poza gotowymi daniami za chore pieniądze. Gadamy, że następnych schroniskach jest zaopatrzenie lepsze i aby odciążyć plecaki wpadamy na pomysł, żeby jak najszybciej zjeść zapasy jedzenia noszone w plecaku i oprzeć się o prowiant dostępny w kolejnych schroniskach.
Pomysł wprowadzamy w czyn i jemy po dwie konserwy na obiad popijając butelką miejscowego wina.
Długo jeszcze gadamy do zapadnięcia zmroku o szlaku i co w Polsce słychać przy kolejnej butelce wina.
Szybka kąpiel pod prysznicem z zimną wodą ( już drugi dzień taka atrakcja ) i dygocąc z zimna zawijam się w śpiwór myśląc o atrakcjach następnego dnia a będą … 🙂

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s