Miesiąc: Wrzesień 2010

Etap 4 – W skalnym amfiteatrze

Schronisko Ascu Stagnu – schronisko Tighjettu

Piątek 20 sierpnia
Poranek zapowiadał upalny dzień. Przed 6-ą jeszcze większość z grupy z którą przemierzam GR 20 jeszcze spała. Marcin idzie na Monte Cinto. Przy gorącej porannej herbacie życzymy sobie powodzenia. Jak zwykle żartujemy z Pomalowanym Francuzem, co za przesympatyczny gość 🙂 Kanadyjczyk o nienagnanych manierach rusza pierwszy, tego dnia zrobi dubla i już go nie spotkam. Żegnam się z parą Kanadyjczyków, którzy rezygnują z dalszej wędrówki GR 20 i w drogę.
Początek monotonny w lesie. Kiedy kończy się las na otwartej przestrzeni upał doskwiera jak cholera. Maszeruję powoli często popijając wodę w malutkich łyczkach.
Przy spalonym schronisku Rifuge d’ Altore długi odpoczynek. Są tam osłonięte kamieniami miejsca biwakowe i co najważniejsze źródełko wody 🙂 Podchodzę przez skalne progi na przełęcz Bocca di Tumasginesca, gdzie rozpościera się fascynująca panorama gór i morza z jednej strony oraz skalnego cyrku Cirque de la Solitude. Z przełęczy wejście do cyrku biegnie długą serią łańcuchów w tym kilku pionowych, w jednym miejscu bezpośrednio znajdujemy się 5 metrów na głowami idących poniżej.
Ekipa niemiecka z Kolonii ma tutaj ogromne problemy. Poniżej łańcuchów też należy zachować ostrożność na wyślizganych skałach o dużym nastromieniu. Po szczęśliwym zejściu idę w dół kotła w strasznej kruszyźnie i pomalutku do góry. Wchodzę na duże płyty, na początku mała drabina ( mniejsza od drabiny na Orlej Perci ) i długą serią łańcuchów pokonuję największą płytę. Następnie jest kilka odcinków nieubezpieczonych biegnących po eksponowanych płytach i docieram do turni dobrze widocznej z przełęczy Bocca di Tumasginesca, skąd pozostaje tylko podejście na przełęcz Bocca Minuta.
Widoki w Cirque de la Solitude są niesamowite 🙂 Kiedy wchodzę na przełęcz Bocca Minuta schodzą chmury i podziwiam majestat skalnych turni w cyrku w chmurach, robi wrażenie.
Schodzę do wąwozu Ravin de Stranciaccone, gdzie końcówka zejścia do schroniska Tighjettu biegnie po dużych płytach.

W samym schronisku są dostępne artykuły spożywcze, ale ich wybór jest ograniczony i wędliny już nie wyglądają tak zachęcająco. Cześć grupy poszła do następnego schroniska Bergeries de Vallone oddalonego o niecałą godzinę. Ale tutaj jest pomalowany człowiek, Niemiec z Wiesbaden, Francuz śpiący po gołym niebem i jeszcze mniej więcej połowa grupy. Jeden z Francuzów chodzi w podartych na tyłku spodenkach po dzisiejszym etapie. W ramach ograniczenia wagi plecaka, wziął tylko jedną parę spodni na siebie i dalszą drogę będzie pokonywał w podartych 🙂
Trudy dzisiejszego etapu po 20-ej zaprowadziły mnie szybko w objęcia Morfeusza 🙂

Reklamy

Etap 3 – Z kijkami czy bez ?

Schronisko Carozzu – Ascu Stagnu

Czwartek 19 sierpnia
Po 6-ej po wygramoleniu się z namiotu, ze zdziwieniem odkrywam, że cała ekipa z którą wystartowałem z Calenzany jest na biwaku. Jedni pomału zwijają manatki, inni jeszcze jeszcze śpią 🙂 Obok bardzo grzeczny Kanadyjczyk o nienagannych manierach mówi mi, że spróbuje dziś dublować etap i jak wyciągam graty z namiotu, to już go nie ma. Idę do biwaku Marcina, pośpiesznie zbiera graty. Po wczorajszym winie korba w głowie jeszcze jest. Pijemy na maxa wodę i gadamy budząc śpiących obok Niemców.
Powoli wszyscy wstają i rozpoczyna się wielkie pakowanie. Marcin już wyruszył. Niefortunnie rozbiłem namiot w towarzystwie mrówek, więc za karę wytrząsam je z topicu 🙂
Żartuję przed wyjściem na temat pory wstawania z Pomalowanym Człowiekiem – wytatuowanym ciemnoskórym francuzem i jego kolegów, którzy na pierwszym etapie prawie biegli. Bardzo fajni goście 🙂 No i zakładam plecak i w drogę.
Po krótkim zejściu jest pierwsza atrakcja tego etapu, czyli chwiejący się 35 metrowy wiszący mostek. Ekipa niemiecka ma lekkie na nim problemy. Jeden z nich musi niestety przenieść trzy plecaki. Filmuję ich zmagania kamerą i dostaje pseudonim Kieślowski :), którym przez następne etapy będą mnie tytułować.
Ponoć na tym mostku, było już kilka wypadków podczas przechodzenia w padającym deszczu. Czemu wcale się nie dziwię, jak przyjrzałem się mostkowi to jest on lekko pochylony.

Za mostkiem ruszamy w lewo w górę wąwozu Spasimata. Droga idzie po płytach w niektórych miejscach lekko eksponowanymi, które są ubezpieczone łańcuchami i stalowymi linami. Część osób idzie przez ten oporęczowany odcinek z kijkami, które tylko przeszkadzają. Na którymś z korków na trasie tłumaczę, że zdecydowanie łatwiej idzie się przez techniczne odcinki bez kijków. Cześć spakowała kijki a inni dalej walczą z linami i kijkami 😉 Wyprzedziwszy towarzystwo słyszę jak Pomalowany Francuz tłumaczy na kolejnym korku to samo. Szczęśliwie wychodzę z płytowego wąwozu i kieruję się na prawo długim przyjemnym trawersem rozkoszując się widokami skalnego ogrodu a’la dobrze mi znane Dolomity.
Wkraczam w olchowy zagajnik i szlak idzie mocno do góry po sypkim piargu. Z plecakiem makabra. Przez wąski żleb i wychodzę w pięknej dolince w której znajduję małe jeziorko Lavu di Muvrella. Widoki są przepiękne, rozległa panorama sięga Calvi i morza.
Jest pierwsze miejsce na GR 20 od Calenzany, gdzie jest zasięg telefonii komórkowej. Oczywiście długi popas nad jeziorem z użyciem działającego telefonu.
Ostatnie długie podejście na przełęcz Bocca di Muvrella, gdzie rozciąga się fantastyczna panorama na góry Korsyki. Z przełęczy stromo w prawo i sinusoidalnym trawersem przez bloki skalne dochodzę na przełęcz Bocca di Stagnu. Widzę stąd jak na dłoni schronisko Ascu Stagnu, do którego zejście wiedzie przez kruchy teren. Prawdziwy wpierdol dla obciążonych kolan.
Na zejściu napotykam uroczą Włoszkę, która zgubiła znaki i wyszła na duży blok skalny, z którego nie potrafiła zejść. Sprowadzam ją na dół i idziemy ostrożnie pokonując kolejne progi skalne i wąskie żleby. Mówi że już ma dość GR 20, ale jej chłopak chce koniecznie iść dalej i ją tutaj zostawił aby nauczyła się samodzielności w górach 🙂 Jest mina nie wróży nic dobrego dla jej chłopaka.
Schodzimy do schroniska Ascu Stagnu, gdzie nie ma problemu z brakiem miejsc na rozbicie namiotu. Obok jest położony Hotel Le Chalet więc w schronisku jest luksus w postaci ciepłej wody pod prysznicem 🙂
Sympatyczni Kanadyjczycy mówią, że schodzą jutro z GR 20 na łatwiejszy szlak. Kanadyjka ma stłuczony łokieć i wiele siniaków. Etap trzeci, chyba przerósł ich możliwości. Spotykam również sympatycznego ich rodaka o nienagannych manierach, który stwierdził : Dziś nie był dzień na dublowanie etapu, może pojutrze 🙂
W schronisku jest sklep z najlepszym wyborem miejscowych wędlin. Wspaniała jest polędwica, która rozpływa się w ustach za 9 euro, salami kosztuje 7 euro. Piwo Pietra za 4 euro. W porównaniu do innych schronisk na GR 20 tutaj jest tanio i duży wybór różnych artykułów spożywczych.

Wieczorem idziemy z Marcinem i Niemcem z Wiesbaden zaznać trochę luksusu na piwo za 6 euro do baru w hotelu. Gadamy jeszcze z Angielkami z Liverpoolu, które twierdzą, że bez problemu przejdą cały GR i ciężki plecak to nie problem 😉
I po 22 całe wesołe towarzystwo idzie grzecznie spać myśląc o najtrudniejszym etapie GR 20, który nas jutro czeka.

Etap 2 – Obejściem miało być prosto i przyjemnie

Schronisko Ortu di u Piobbu – schronisko Carozzu

Środa 18 sierpnia.
Po nocnych przygodach z osłem przed 7-ą wylazę z namiotu. Prawie wszyscy już zbierają swoje graty. Wczoraj przeczytałem w przewodniku, że etap drugi jest też pozbawiony ujęć wody i zejście do schroniska Carozzu biegnie na południowym nasłonecznionym stoku. Nie ma bata idę obejściem. Trochę niehonorowo, ale po wczorajszym dniu wizja braku wody nabawia mnie przerażeniem. Trojka Niemców wybiera również ten wariant.
Zwijam manatki i rozpoczynam długi zejście po kamienistej ścieżce przez las. Idzie się bardzo przyjemnie.
Spotykam Francuza, który po pierwszym etapie ma dość GR 20 i wraca do Calvi. Mówi, że przedobrzył z wagą plecaka i za ponad 20 kg to nie da się iść.
Na rozstaju dróg spotykam parę Włochów ( co by nie mówić Włoszka bardzo atrakcyjna 😉 ), którzy też wybrali ten wariant. Za rozstajem szlaków ścieżka jest bardzo kamienista i trzeba nią długo maszerować do przejścia przez potok. Po drodze idę mając nad sobą strzeliste turnie, na których są poprowadzone liczne obite drogi wspinaczkowe.

W potoku długo moczę zmęczone stopy w relaksującej zimnej wodzie 🙂
Skończyło się długie schodzenie, teraz czas na długie podejście. Mam wodę 🙂 i powolutku maszeruję w górę wchodząc w wąwóz Spasimata. Podejście dłuży się niemiłosiernie. Na szlaku jest dużo ludzi, idących ze schroniska Carozzu do Bonifatu, gdzie można dojechać samochodem i obrócić do i z schroniska Carozzu w jeden dzień. Na szczęście idę cały czas przez zalesiony teren i nie odczuwam piekącego słońca, ale nie myślałem, że będzie aż tak długie zejście i podejście. Autor przewodnika podając czasy przejść etapów podaje czasy sportowe z plecakiem max 5 kg, albo po prostu zestarzałem się 😦
W okolicach wiszącego mostku spotykam Polaków, którzy zrobili sobie odskocznię od plażowania w Calvi i wybrali się na eskapadę na szlak do schroniska. Kamienistą ścieżką docieram do schroniska Carozzu.

W schronisku miła niespodzianka, spotykam Polaka mieszkającego we Francji, idącego szlakiem GR 20 z Calenzany. Wpadamy w dyskusję z obsługą schroniska : Czy bywają tu Polacy ? Mówią, że nie było, albo nikt nie przyznał się że jest z Polski. Wiedzą o tym, iż w Polsce został wydany przewodnik po GR 20 i że są na wizyty Polaków przygotowani. Jako dowód pokazują książeczkę pt. ” Rozmówki francusko – polskie „ 🙂
Narzekamy razem z Marcinem na ciężkie plecaki. Jest to kolejne schronisko gdzie nie można kupić jedzenia poza gotowymi daniami za chore pieniądze. Gadamy, że następnych schroniskach jest zaopatrzenie lepsze i aby odciążyć plecaki wpadamy na pomysł, żeby jak najszybciej zjeść zapasy jedzenia noszone w plecaku i oprzeć się o prowiant dostępny w kolejnych schroniskach.
Pomysł wprowadzamy w czyn i jemy po dwie konserwy na obiad popijając butelką miejscowego wina.
Długo jeszcze gadamy do zapadnięcia zmroku o szlaku i co w Polsce słychać przy kolejnej butelce wina.
Szybka kąpiel pod prysznicem z zimną wodą ( już drugi dzień taka atrakcja ) i dygocąc z zimna zawijam się w śpiwór myśląc o atrakcjach następnego dnia a będą … 🙂