Etap 1 – Fatamorgana

Calenzana – schronisko Ortu di u Piobbu

Wtorek 17 sierpnia.
Przed 6-ą jest jeszcze szaro. Ale w Gite d’ Etape już nikt nie śpi. Jedni gorączkowo przygotowują śniadanie, inni w pośpiechu zwijają namioty. Dwóch jegomości śpi w hamakach, fajna sprawa :). Kilku zawodników bez namiotu pod gołym niebem zawinięci w ciepłe śpiwory. Około 50 osób wyrusza tego dnia na szlak GR 20. Bez wielkiego pośpiechu pakuję manatki w plecak i przed 7-ą ruszam ku wielkiej przygodzie. Z Gite d’ Etape idę w kierunku wioski, przy knajpie o nazwie szlaku GR 20 trzeba skręcić w prawo i iść ciągle prosto. Spotykam kilka ekip, które wyszły przed mną prowadzonych przez miejscowych na właściwy szlak. Już na początku są przygody :). Z miasteczka powoli w górę w cieniu drzew. Na pierwszym rozstaju szlaków należy pójść na prawo. Kolejni zawodnicy z przekleństwami wracają ze ścieżki na lewo. Dalej szlak jest ewidentny i nie ma żadnych problemów orientacyjnych.
Wkraczam powoli w kolczaste krzaki nazwane makią. Długie podejście przez krzaki na przełęcz Bocca di u Ravalente. Z przełęczy idę trawersem na pastwiskiem ogrodzonych drutem kolczastym. Ciężki plecak daje się we znaki niemiłosiernie, przedzierając się przez makię. Wchodzę w las sosnowy i rozpoczyna się mordercze podejście. Słońce na niebie już wysoko i w upale mówię do siebie :
Maszeruj albo giń ;).

Na podejściu piję dużo wody, której na tym etapie nie ma gdzie uzupełnić. Gadam z bardzo fajnymi Kanadyjczykami i ustalamy sposób przejścia GR 20 : step by step 🙂
Potężnie zmasakrowany docieram na przełęcz Bocca au Saltu. Długa chwila odpoczynku. Z przełęczy przez spalony sosnowy las i przez duże bloki skalne przedzieram się do góry. Lecą kurwy odnośnie ciężkiego plecaka. Jest tam z betami prawdziwy wpierdol .
Autor przewodnika David Abram pt. Korsyka mocno przesadza pisząc, że jest tam duża ekspozycja. Jeden odcinek przejścia po płycie jest ubezpieczony łańcuchem.
Powoli zaczyna brakować mi wody. Lazę długim trawersem na przełęcz Bocca a u Bazzichellu. Dopijam resztki wody : Gdzie do jasnej cholery jest to pieprzone schronisko ?. Żuję gumę aby oszukać organizm i idę dalej. Ze zmęczenia mylę mapy w przewodniku i myślę, że po drodze będzie potok.
W końcu widzę schronisko, dobry kawał do niego drogi. Upał 35′ C i ciągnąc nogę za nogą idę.
Wydaję mi się, że słyszę szum wody w potoku. Przyśpieszam Pić Pić ! , a potoku nie ma 😦
Już niedaleko, schodzę niżej, na mapie jest zaznaczona rzeczka. Nie ma jej wyschła. Żuję trawę … choć
kropelkę wody … proszę.
Piekielnie zmęczony dochodzę do schroniska. Jest woda …
Wypijam ile się da i relaks piwo zimne z kasztanów Pietra za 5 euro … 🙂
Rozkładam namiot, pichcę zupkę w kuchni na świeżym powietrzu przeznaczoną dla biwakujących przed schroniskiem i padam zawinięty w śpiwór na matę w namiocie i zasypiam kamiennym snem.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie osioł łażący pomiędzy namiotami. Po 2-ej dobiera się do mego namiotu.
Święcę mu czołówka w jego ośli łeb i po polsku wypierdalaj . Niestety zwierzęta będący własnością obsługi schroniska nie są zamykane na noc i robią zamieszanie na polu biwakowym.
Tego dnia była przygoda z osłem, a będą jeszcze przygody z krowami i psami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s